Przemówienie senatora Czesława Ryszki w dyskusji nad Ustawą o nasiennictwie podczas 81 posiedzenia Senatu w dniu 27 lipca 2011 r.

Panie Marszałku! Wysoki Senacie!
Ustawa o nasiennictwie to akt prawny, który, jak się wydaje, nie powinien mieć większego znaczenia. Tymczasem rozbudził on ogromną dyskusję, ponieważ, mówiąc potocznie, tylnymi drzwiami rząd wrzucił do niego zapisy, które otwierają możliwość uprawy GMO, czyli Genetycznie Modyfikowanych Organizmów, a zarazem spowodują poważne ograniczenia w dostępie do tradycyjnych nasion. Jednym słowem mamy w ustawie kilka drobnych zapisów, od których jednak będzie zależeć to, co my i przyszłe pokolenia będziemy mieć na stołach, czy będzie to zdrowa, tradycyjna żywność, czy jedzenie laboratoryjne z GMO, szkodliwe dla zdrowia, a pokrętnie nazywane żywnością.



O co chodzi? Najpierw kilka słów definicji. Organizm modyfikowany genetycznie jest to organizm, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych, czyli na skutek eksperymentów laboratoryjnych. Krótko mówiąc, chodzi o „sztuczne ulepszanie” roślin, które dzięki wstawieniu na przykład genu zwierzęcego stają się odporniejsze na choroby, pasożyty. Najczęściej gatunki GMO są stosowane w uprawie kukurydzy i soi, ale także w produkcji wielu gatunków warzyw.
Zwolennicy GMO podkreślają, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, iż takie modyfikacje są groźne dla środowiska i człowieka. Uważają, że uprawa takich roślin mogłaby szybko spowodować wzrost produkcji żywności na świecie, co w wielu państwach pozwoliłoby skutecznie walczyć z głodem. Chodzi o to, że miliony ton zbóż, warzyw i owoców jeszcze przed czasem zbiorów niszczeją wskutek suszy, chorób i szkodników, a dzięki wszczepieniu nowych genów rośliny nabierają odporności na wszystkie te czynniki. Wielu rolników ten argument przekonuje, bo uniknęliby strat w uprawach.
Argumenty ekonomiczne są ważne, ale nie wolno zapomnieć o potencjalnych niebezpieczeństwach, jakie niesie laboratoryjne łączenie genów, które w przyrodzie nie występują. Nikt dziś nie wie, jakie skutki w przyszłości spowoduje gen zwierzęcy czy nawet ludzki wprowadzony w sztuczny sposób do rośliny. Wiemy jednak coś na temat wyników badań dotyczących zmodyfikowanej kukurydzy MON 810: wytwarzane przez tę roślinę toksyczne białko Cry1Ab zwalcza nie tylko szkodniki niszczące kukurydzę, lecz także inne organizmy żywe, w tym również pożyteczne pszczoły miodne. Kukurydza ta wpływa także na kondycję gryzoni i ptaków. Badania świadczą o tym, że są one bardziej narażone na groźne choroby i wzrasta ich śmiertelność. Chodzi między innymi o badania na myszach, którym podawano genetycznie modyfikowaną kukurydzę. Myszy w dwóch pierwszych pokoleniach nie wykazywałyby żadnych negatywnych objawów, ale w trzecim i następnych miały zaburzony metabolizm, obniżoną reprodukcję i odporność.
Innym problemem związanym z wprowadzeniem GMO nawet na niewielkim obszarze jest niebezpieczeństwo zanieczyszczenia tradycyjnych upraw przez nasiona roślin modyfikowanych. Nic nie da tworzenie stref buforowych wokół plantacji GMO, ponieważ pyłki i nasiona są przenoszone przez wiatr, zwierzęta czy człowieka, na przykład na ubraniu, na wiele kilometrów, co może prowadzić do skażenia innych upraw i środowiska. Gdyby tak się stało, inni rolnicy mogliby utracić certyfikaty ekogospodarstw, a to wpędziłoby ich w finansowe tarapaty i groziłoby bankructwem. Z tego bodaj powodu wiele krajów UE wprowadziło już zakaz wysiewu GMO. Tak uczyniły między innymi Austria, Niemcy, Francja, Grecja czy Włochy. Inne kraje także planują to uczynić.
Mamy w Polsce kompleksową ustawę z 2001 roku o organizmach genetycznie zmodyfikowanych zakazującą takich upraw. Po nowelizacji w roku 2003 pojawił się zapis obligujący ministra środowiska do sporządzania projektu krajowej Strategii Bezpieczeństwa Biologicznego oraz wynikającego z niej programu działań. Zapisy strategii definiują procedury postępowania z GMO w świetle prawa krajowego i międzynarodowego oraz tworzą system laboratoriów referencyjnych. Prawo to jest uznawane za niezwykle restrykcyjne wobec innowacji związanych z GMO.
Jeżeli chodzi o ustawę, to obecnie, niespodziewanie pod koniec kadencji parlamentu, pojawia się pełen wad akt prawny, który otwiera drzwi do zalegalizowania genetycznie zmodyfikowanych nasion i roślin w Polsce. Jednocześnie ustawa ogranicza stosowanie tradycyjnych nasion tylko do10% na komercyjnym rynku. Czyli co? Zapraszamy korporacje agrobiznesu do przejęcia kontroli nad krajowym rynkiem żywnościowym, a tym samym niszczymy małe i średnie, tradycyjne i ekologiczne rodzinne gospodarstwa rolne, które jako jedyne produkują odżywczą i naturalną żywność.
Dlaczego nie utrzymano zapisu z poprzedniej ustawy o zakazie wpisu GMO do katalogu krajowego? Ministerstwo rolnictwa oczywiście przekonuje, że nowa ustawa o nasiennictwie nie pozwoli na uprawy GMO. Jak to nie pozwoli, skoro dopuszcza możliwość wpisywania GMO do katalogu krajowego, bo wykreślono wcześniejszy zakaz? Oznacza to, że jeżeli będzie można wpisywać odmiany GMO do katalogu, to automatycznie będą one dopuszczone do upraw na terytorium kraju. Po prostu, żaden sąd administracyjny nie uzna naruszenia art. 104 ust. 2, w którym utrzymano zakaz obrotu materiałem siewnym odmian zawierających modyfikację genetyczną, jeśli rolnik będzie uprawiał odmianę GMO umieszczoną w katalogu. Tak więc, krótko mówiąc, zapisy ustawy o nasiennictwie dają – pomimo pozornego zakazu –przyzwolenie na uprawy GMO.
Jeszcze inny zapis tego projektu – o czym już wspomniałem – mówi o limitowaniu materiału siewnego odmiany regionalnej roślin rolniczych, jaki może zostać wprowadzony do obrotu. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko celowe niszczenie walorów polskiego rolnictwa, hamowanie rozwoju gospodarstw rodzinnych. A miało to być szansą dla polskiej wsi i polskiej gospodarki, a także naszym udziałem we wspólnej polityce rolnej Unii Europejskiej.
Podsumowując, chcę powiedzieć, że nowa ustawa jest bardzo pokrętnie skonstruowana: daje przyzwolenie na uprawy GMO pomimo pozornego zakazu. Skazujemy się na niewolniczą zależność od korporacji, których jedynym celem jest szybki i jak największy zysk. Ponieważ uwolnienie genetycznie zmodyfikowanych organizmów do naturalnego środowiska jest procesem nieodwracalnym, a współistnienie ich z tradycyjnymi uprawami – niemożliwe, dlatego nie mamy prawa narażać zdrowia ludzi i zwierząt, niszczyć różnorodności biologicznej polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego. Nie mamy prawa, aby skazać przyszłe pokolenia – jak ma to miejsce na przykład w USA czy Kanadzie – na żywność, która powoduje alergie, niepłodność, choroby nowotworowe i oporność na antybiotyki. Obrazowo ujęła oszustwa tej ustawy prof. Katarzyna Lisowska, biolog molekularny, pracownik działu badawczego Instytutu Onkologii w Gliwicach, opiniując ustawę na zlecenie Kancelarii Sejmu, gdy powiedziała: tak, jak nie można być trochę w ciąży, tak samo nie możemy być krajem trochę wolnym od GMO”. Nie da się stworzyć warunków do współistnienia upraw roślin transgenicznych w sąsiedztwie produkcji ekologicznej i konwencjonalnej. To jest możliwe tylko w rozdwojonej wyobraźni urzędników ministerstwa rolnictwa, którzy nie widzą sprzeczności w tym, że z jednej strony ogłasza się, że Polska jest krajem wolnym od GMO, a z drugiej proponuje się ustawę, w której dopuszcza się możliwość komercyjnego uprawniania roślin genetycznie modyfikowanych. Niestety potężne lobby popierające GMO, kuszące narody sloganem „GMO uratuje świat od klęski głodu”, ma pieniądze i siłę, aby czynić ludziom wodę z mózgu. Dziękuję za uwagę.

 

s.123-124
Senat RP, osiemdziesiąte pierwsze posiedzenie siódmej kadencji, dzień pierwszy, SPRAWOZDANIE STENOGRAFICZNE WERSJA ROBOCZA, http://www.senat.gov.pl/k7/dok/sten/081/81sten1.pdf

02.08.2011. 22:11