Szansą dla Polskiego rolnictwa  jest rolnictwo ekologiczne

(Tytuł artykułu od redakcji "Polska wolna od  GMO")

Polska wciąż nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości w rozwoju rolnictwa ekologicznego. Rolnicy powinni się jednak nad tym głęboko zastanowić. Dopłaty z budżetu Unii Europejskiej na rozwój rolnictwa ekologicznego mogą sięgnąć nawet 1800 zł od hektara w zależności od rodzaju produkcji. To więcej niż przy zwykłych dopłatach bezpośrednich. Warunki mamy, a nie produkujemy.

Krzysztof Losz,  Nasz Dziennik, Czwartek, 22 listopada 2007, Nr 273 (2986)


W naszym kraju działa obecnie około 12 tys. gospodarstw ekologicznych. Za trzy lata ma być ich 15 tys. i będą zajmować 300 tys. hektarów. To dobry wynik, choć mógłby być jeszcze lepszy, gdybyśmy wykorzystywali wszystkie możliwości, jakie daje nam rolnictwo ekologiczne. Trzeba co prawda przyznać, że produkcja ekologiczna to w ostatnich kilku latach jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi rolnictwa, ale mimo wszystko mamy na tyle znakomite warunki klimatyczne i glebowe, żeby być w tym zakresie europejską potęgą.

 

 

Eksperci podkreślają przede wszystkim fakt, że w poprzednich latach nasz kraj znalazł się w gronie państw o najniższym stopniu wykorzystywania chemicznych środków ochrony roślin i nawozów sztucznych. W znacznym stopniu był to co prawda efekt słabej kondycji finansowej rolników, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W zamian wielu z nich mogłoby dzisiaj rozwijać gospodarstwa ekologiczne.

Mało nas

Najłatwiej, jak pokazuje przykład Europy Zachodniej, jest rozwijać ekologiczne metody uprawy roślin i owoców. Wynika to z tego prostego faktu, że ich uprawa jest dość łatwa, nie są to rośliny zbyt wymagające, bardzo często nie trzeba też ponosić zbyt dużych nakładów (zwłaszcza w przypadku warzyw), żeby rozwijać produkcję, zwiększać plony. Tymczasem w Polsce plantacje sadownicze i owoców jagodowych zajmują zaledwie około 5 proc. roślinnych upraw ekologicznych. Z warzywami jest jeszcze gorzej, bo to tylko 2 proc. takich upraw. Ponadto uprawia się u nas tą metodą zboża, część gospodarstw nastawiła się także na ekologiczną hodowlę zwierząt czy drobiu (w tym produkcję jaj). Należy jednak pamiętać, że wielu rolników, choć formalnie nie jest zarejestrowanych i nie stara się o certyfikat produkcji ekologicznej, to jednak taką właśnie żywność wytwarza. Ale ponieważ jest ona przeznaczona głównie na własne potrzeby, a w niewielkim na mały, lokalny rynek, to formalnie tacy rolnicy nie są objęci statystyką. Tymczasem w Europie Zachodniej działa około 150 tys. gospodarstw ekologicznych - najwięcej we Włoszech, ponad 60 tysięcy. Italia może się już pochwalić tym, że ponad milion hektarów ziemi jest tu uprawianych w sposób ekologiczny, naturalny. Poza tym znaczący udział w produkcji rolniczej ma ten sektor w Niemczech, Danii, Francji i Hiszpanii. W starej UE na uprawy i hodowle ekologiczne zdecydowało się już 3,5 proc. rolników, u nas jest to zaledwie 1 procent.

Moda na eko

Kraje dawnej unijnej "15" od lat korzystają ze wsparcia finansowego z budżetu UE na rozwój rolnictwa ekologicznego. W Polsce jest to również możliwe. Takie dopłaty mogą sięgnąć 1800 zł od hektara w zależności od rodzaju produkcji. To więcej niż przy zwykłych dopłatach bezpośrednich, ale powód jest oczywisty: ekologiczna produkcja żywności jest droższa od przemysłowej.

Jednak w ślad za zmianą stylu życia w całej Europie rośnie zapotrzebowanie właśnie na żywność ekologiczną. Nawet zwykły przedrostek "bio" w nazwie produktu może spowodować wzrost jego sprzedaży, choć sama nazwa nie gwarantuje nam, że rzeczywiście kupujemy i spożywamy zdrową żywność. Ważniejsze jest sprawdzenie, czy dany produkt ma odpowiedni certyfikat.

Otwarte pozostaje jednak pytanie, dlaczego w Polsce mimo wszystko rozwój ekologicznego rolnictwa nie następuje szybciej. - To w dużej mierze efekt tego, że nawet ta "zwykła" żywność jest zasadniczo w naszym kraju droga. Jeśli więc ludzie muszą płacić za ekologiczną jeszcze więcej, to z takich zakupów rezygnują - nie ma wątpliwości Stanisław Baraniak, który w swoim 8-hektarowym gospodarstwie ogrodniczym nie prowadzi jeszcze upraw ekologicznych, choć się do tego kilka razy przymierzał. - Ale trudno byłoby na taką żywność znaleźć kupca - przekonuje.

Dlaczego więc nie próbujemy wykorzystać dużego zainteresowania konsumentów z Zachodu i po prostu eksportować towarów ekologicznych? Okazuje się, że ten eksport rośnie, jednak napotyka na pewne przeszkody. Główną jest fakt, że importerzy oczekują przygotowania dużych dostaw, tymczasem mała liczba gospodarstw ekologicznych powoduje, iż trudno jest naraz zebrać kilka czy kilkanaście ton warzyw lub owoców, nie wspominając o mięsie. Być może sytuacja byłaby inna, jak w ogóle z całym zbytem produkcji rolniczej, gdyby nasi gospodarze byli silniej zrzeszeni w spółdzielniach i grupach producentów rolnych.

Taka organizacja może przecież zebrać transport z wielu gospodarstw i zapewnić importerowi duże dostawy. Mimo wszystko można być jednak pewnym, że stopniowo będzie rosło zapotrzebowanie na ekologiczne produkty ze strony krajowych producentów. Każdy więc, kto zdecydował się ma powrót do naturalnego rolnictwa, powinien wkrótce zebrać dobre plony tego przedsięwzięcia. Inni mogą i powinni pójść tym samym tropem.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=ww&dat=20071122&id=ww11.txt

20.12.2007. 20:36