­Smacznego! Mniejsze plony, więcej chemii

Produkty genetycznie zmodyfikowane (GMO) są w swojej masie niezwykle korzystne dla ludzi. Oczywiście pod warunkiem, że ci ludzie są udziałowcami firm biotechnologicznych. Pozostali mają głównie powody do bardzo poważnego zaniepokojenia.



Rzecz nawet nie w tym, że otrzymujemy produkty bez smaku i zapachu. Teoretycznie jako konsumenci możemy nie kupować pomidorów bez smaku oraz czosnku bez zapachu i zostać przy produktach naturalnych, pochodzących z tradycyjnego rolnictwa. No właśnie – teoretycznie. W praktyce zaopatrzenie w żywność jest w coraz większym stopniu zmonopolizowana przez firmy dystrybucyjne, sieci handlowe i supermarkety. Te życzą sobie przede wszystkim wielkich dostaw. Powstają więc monokultury, wielkie produkcje jednego typu, ,,fabryki'' świń, rzepaku, czy mleka. A my otrzymujemy żywność anonimową, bez żadnej możliwości kontroli, w jaki sposób ona powstała. – W takiej sytuacji dla rolnika produkującego dobrej jakości tradycyjną żywność, bez chemii i GMO, zaczyna po prostu brakować miejsca – mówi Marek Kryda z Koalicji Polska Wolna od GMO.

A to już nie jest tylko problem chleba dla milionów ludzi żyjących z rolnictwa, ponieważ skutki rozprzestrzenienia upraw GMO odczuje już w perspektywie kilkuletniej każdy mieszkaniec naszego kraju, a nasze wnuki niczego innego nie będą już pamiętały.

Ale o tym cisza

Jest wręcz niewiarygodne, że w demokratycznym państwie, w otwartym społeczeństwie funkcjonuje blokada informacji i to w obszarze niezwykle istotnym, dotyczącym życia i zdrowia wszystkich obywateli. Chodzi, oczywiście, o pieniądze i to na tyle potężne, że korporacje biotechnologiczne robią, co chcą. Uprawiają intensywny lobbing, tworzą fundusze wyborcze dla partii, wpływają na media.

Nie interesuje ich ludzkie zdrowie, ani tym bardziej zagrożenia, jakie żywność genetycznie zmodyfikowana niesie dla przetrwania przyrodniczego bogactwa i biologicznej różnorodności na naszej planecie. Ukrywają więc prawdę prezentując wyniki badań ,,swoich'' naukowców, a badania niezależnych uczonych kwitują milczeniem, bądź dezawuują, kompromitują wpychając ich w szufladkę nawiedzonych, niepoważnych ekologów. A jeżeli któryś z ,,własnych'' zdecyduje się na ujawnienie prawdy, to marny los jego i rodziny, i o szczęściu mówić może, jeśli skończy tylko jako bezrobotny.

Tymczasem prezentowana przez korporacje wizja ,,zielonej'' technologii genetycznej, której celem ma być zwiększenie wydajności plonów i walka z głodem na świecie, to jedno wielkie oszustwo. W dodatku jego ofiarą padają przede wszystkim najuboższe regiony naszej planety, w szczególności Afryka, Indie, czy Ameryka Południowa.

Już jesteś nasz

Jeżeli indyjski plantator bawełny, lub salwadorski chłop uprawiający kukurydzę dadzą się wrobić ofercie korporacji nasiennych, to nie ma już dla nich odwrotu. Skuszeni kredytem wychodzą – mówiąc obrazowo – z workiem nasion hybrydowych roślin pod jedną pachą i workiem koniecznych do ich uprawy chemikaliów pod drugą. Nie wiedzą, że hybrydy, które zasiali, dają dobry plon, ale tylko w pierwszym roku uprawy. Zresztą nawet to jest wątpliwe. Z badań przeprowadzonych na wydziale rolnictwa uniwersytetu kansaskiego wynika, że genetycznie modyfikowana soja jednej z firm daje zbiory średnio o dziesięć proc. niższe od zwykłej. Podobnie jest z amerykańskimi odmianami modyfikowanej bawełny. Później rolnicy, których plony maleją nawet o jedną trzecią, już co roku muszą kupować nasiona do wysiewu zapewniając ciągły zbyt przedsiębiorstwom nasiennym.

Przy czym nawet jeżeli uda im się nie zbankrutować i nie utracić ziemi na rzecz banku, są ,,ugotowani'' i bez szans na wycofanie się z interesu. Dlaczego? Aby uzyskać jako takie zbiory muszą opryskiwać uprawy dołączonymi przez firmę nasienną chemikaliami. Takimi, na które zmodyfikowane rośliny są odporne. Z tym, że tylko one. Na tak potraktowanym polu nic innego już nie urośnie. Stosowany herbicyd roundup zabija absolutnie wszystko, na co trafi, każdą trawkę, każdy grzyb, czy porost, pozostawiając całkowicie jałową, martwą glebę, na której utrzymać się mogą tylko rośliny zmodyfikowane właśnie w tym celu – odporności na wysoką koncentrację chemikaliów. Roundup w dodatku nie podlega biodegradacji i pod glebą jego pozostałości mogą zalegać przez stulecia.

Bomba tyka

Kiedyś chcąc pozbyć się szkodliwych pestycydów wystarczyło sałatę przepłukać wodą. W przypadku żywności modyfikowanej genetycznie nie jest to już możliwe, gdyż trujące substancje weszły w skład roślin. Niezależne badania dowodzą, że spożywanie produktów GMO może być przyczyną licznych chorób, a nawet śmierci. Powodują one alergie, nowotwory, patologiczną otyłość, a także odporność na antybiotyki. W Afryce spotkać można całe wsie, których mieszkańców nie daje się leczyć penicyliną, gdyż uodpornili się na nią jedząc żywność genetycznie zmodyfikowaną. W kilku niezależnych projektach badawczych powiązano spożywanie paszy genetycznie modyfikowanej ze wzrostem bezpłodności w trzecim i czwartym pokoleniu zwierząt laboratoryjnych, a także uszkodzenia nerek, wątroby i układu odpornościowego. Słowem istna zdrowotna bomba zegarowa starannie przemilczana. 

GMO zagraża jednak nie tylko ludzkiemu zdrowiu, lecz całej przyrodzie. Pyłki roślin modyfikowanych roznoszone są przez wiatr i owady ,,zakażając'' inne, normalne rośliny, co w niedługim czasie doprowadzić może do całkowitego wyginięcia tradycyjnych upraw. Jakby nie dość tego, zawierające trujące substancje rośliny GMO przyczyniają się do wyginięcia wielu gatunków owadów, a ich niszę ekologiczną – natura wszak nie znosi próżni – zajmują superowady odporne na truciznę. Na uprawach GMO zaś pojawiają się superchwasty uodpornione na herbicydy. W takiej sytuacji korporacje nasienne z uśmiechem zalecają stosowanie jeszcze wyższego stężenia chemikaliów. W końcu dostarczyć mogą dowolną ich ilość za odpowiednią opłatą, rzecz jasna.

Cofanie ewolucji

Sukces życia na naszej planecie wynika w głównej mierze z jego ewolucyjnego zróżnicowania genetycznego. To zróżnicowanie zapewnia przeżywalność różnych gatunków – od bakterii i roślin po zwierzęta i ludzi. W naturalnych uprawach zbóż, jeśli dopadną je szkodniki, czy choroba, zginie 30, 40, 60, niech będzie nawet 90 proc. roślin. Ale nigdy nie całość! Różnorodność materiału dziedzicznego wręcz matematycznie gwarantuje nam, że część osobników będzie odporna na to, co akurat zechciało pożreć ich pobratymców. Nie ma i nie było nigdy epidemii, która ,,wykosiłaby'' całość populacji. A to właśnie – 100-proc. straty – ryzykować może rolnik (oraz potencjalni konsumenci) obsiewając swoją ziemię ujednoliconym genetycznie zbożem. 

Można się rozczulać – albo i nie – nad wymieraniem takiego, czy innego gatunku much, czy storczyków. W końcu cała historia życia to wymieranie gatunków i następowanie nowych. Choć brak wilka tasmańskiego czyni nasz świat nieco uboższym, to przecież w końcu jakoś sobie bez tego wilka radzimy. Problem nabiera jednak zupełnie innego wymiaru, gdy w grę wchodzą gatunki (zboża, inne rośliny, zwierzęta hodowlane), które tworzą bazę żywieniową rodzaju ludzkiego. Ich genetyczne zróżnicowanie zawsze, nawet podczas wielkich klęsk, było wystarczające, aby zapewnić ludziom szansę na odbudowę upraw, czy hodowli. Tymczasem dziś jesteśmy świadkami swoistego cofania się ewolucji poprzez redukcję biologicznego zróżnicowania roślin uprawnych. Tam, gdzie mieliśmy różnorodność, teraz pracujemy nad ujednoliceniem.

Zakażone GMO

W Meksyku uprawy genetycznie modyfikowanej kukurydzy są zakazane. To kraj, na którego obszarze znajduje się światowy rezerwuar dzikich odmian kukurydzy. Tymczasem w kompleksowych badaniach próbek nasion pobranych między rokiem 2001 i 2004 wykryto gen 35S Promotor, sztucznie wprowadzany do roślin dla zwiększenia ich odporności. Jak doszło do skażenia, nie wiadomo. Uzyskano natomiast rozstrzygnięcie sporu, czy modyfikowane uprawy mogą skazić genetycznie rośliny tego samego gatunku: owszem, mogą.

Na świecie żywność GMO produkowana jest od dziesięciu lat, a już pięć lat temu obszar upraw zajmował 68 mln ha, głównie w USA, Kanadzie, Argentynie i Chinach.

Broni się przed tym, jak tylko może, Europa. Również w Polsce uprawy GMO oraz obrót nasionami są nielegalne. Ale cóż z tego, skoro już dwa lata temu okazało się, iż w naszym kraju uprawiana jest modyfikowana kukurydza MON 810, najpopularniejsza roślina GMO. A przez te dwa lata z areału nielegalnych upraw, który wynosił 300 ha, zrobiło się już 3000. Stawia to pod znakiem zapytania dalszą egzystencję rolników tradycyjnych i ekologicznych sprzedających żywność wolną od GMO. Wszak wystarczy sąsiad po kryjomu uprawiający rośliny modyfikowane, aby skazić uprawy naturalne.

Wrogowie postępu

Areał upraw w Polsce rośnie. Naukowcy, rolnicy, przedstawiciele szeregu inicjatyw obywatelskich zrzeszeni w Koalicji Polska Wolna od GMO alarmują: uprawy genetycznie modyfikowane zagrażają całemu naszemu środowisku przyrodniczemu. Nie jest możliwe współistnienie roślin genetycznie zmodyfikowanych i upraw konwencjonalnych i ekologicznych. Takie współistnienie w sposób nieuchronny prowadzi do niekontrolowalnego i nieodwracalnego skażenia upraw oraz środowiska naturalnego. 

GMO jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia ludzi i zwierząt, a także dla rolnictwa i lokalnej ekonomii. Jedynym skutecznym sposobem obrony przed GMO w rolnictwie oraz żywieniu ludzi i zwierząt jest wprowadzenie całkowitego zakazu stosowania genetycznie zmodyfikowanych organizmów na terytorium Polski.

Postulaty Koalicji Polska Wolna od GMO zostały przekazane 18 marca przedstawicielom Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwa Środowiska oraz senatorom. – Po posiedzeniu komisji i wypowiedziach przedstawicieli ministerstw jest jasne, że nic się nie zmieni w ich postępowaniu i w tym roku będzie nie 3000 ha, lecz 30000 ha kukurydzy MON 810. Tak więc nie mamy wyjścia, musimy walczyć o wprowadzenie zakazu! Prosimy o wsparcie i pomoc – mówi Edyta Jaroszewska ze Związku Rolników Ekologicznych, który włączył się do akcji ,,Krocząca głodówka dla Polski wolnej od GMO''.


* * *

Uczestnicy akcji ,,Krocząca głodówka dla Polski wolnej od GMO'' zwrócić chcą uwagę rządu Rzeczypospolitej, iż obywatele domagają się zdecydowanych działań dla zablokowania swoistej inwazji GMO na nasz kraj:
1. Wprowadzenia całkowitego zakazu stosowania GMO w rolnictwie i przetwórstwie rolnym, przy czym w trybie pilnym wprowadzenie całkowitego zakazu uprawy kukurydzy MON 810.
2. Wprowadzenia bezwzględnego obowiązku znakowania żywności z GMO i systematycznego wycofywania tej żywności ze sprzedaży.
3. Wprowadzenia, jeszcze w tym roku, zakazu stosowania pasz z GMO.
4. Przeznaczania społecznych funduszy na wspieranie i rozwój konwencjonalnego oraz ekologicznego rolnictwa.
Rząd RP powinien natychmiast podjąć współpracę z innymi krajami w celu rozszerzenia całkowitego zakazu upraw GMO na całą Europę.
Nie sposób nie podpisać się pod takimi postulatami. Ale ze strony rządu – cisza.
 Andrzej Wańkowicz

http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2009032113">http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2009032113

­

26.03.2009. 17:06