GMO - z czym to się je?
Michał Sobczyk "Magazyn Obywatel" nr 1/2002(6)
Hodowcy od wieków pracują nad uzyskiwaniem jak najbardziej przydatnych odmian roślin i zwierząt - mających odpowiednio wysoką odporność na choroby, dobry smak, szybko rosnących. Już dawno zauważono, że niektóre osobniki mają cechy korzystniejsze od innych i zaczęto krzyżować je tak, aby uzyskać potomstwo o optymalnych właściwościach. Południowoamerykańscy Indianie potrafili wyhodować różnokolorowe odmiany bawełny - jednak tradycyjne krzyżowanie zabierało im lata. Dzisiaj potrafimy, a przynajmniej tak nam się wydaje, uzyskiwać nowe odmiany roślin i zwierząt wielokrotnie szybciej, za pomocą technik genetycznych modyfikacji. Organizmy zmodyfikowane genetycznie (GMO) zawierają wstawione obce geny. Mogą one pochodzić od obcych, nieraz odległych ewolucyjnie gatunków i w naturze nie miałyby możliwości wniknięcia do genomu rośliny. Ogólniej, GMO to organizmy poddane inżynierii genetycznej, w wyniku której nastąpiły u nich takie zmiany w genomie, jakie nie zdarzyłyby się w wyniku rozmnażania czy rekombinacji. Dotychczas uzyskano bardzo wiele zmienionych genetycznie roślin, które mogą służyć do produkcji żywności - są to m.in. żyto, ziemniaki, buraki cukrowe, kukurydza, pomidory, soja, winogrona; istnieją już także liczne odmiany zmodyfikowanych zwierząt, między innymi świń, łososi i owiec (co ważne: bez skomplikowanych badań molekularnych nie można odróżnić zwykłej żywności od żywności zmodyfikowanej). Uprawy zmodyfikowanych roślin (głównie soi i kukurydzy) zajmują już powierzchnię ponad 45 mln hektarów, przede wszystkim w USA, Kanadzie, Argentynie, Brazylii, Chile, Australii i Meksyku; część odmian jest tam tak popularna, że niemalże całkowicie wyparła ze sprzedaży odmiany tradycyjne. Warto przy tym pamiętać, że GMO to nie tylko same owoce czy warzywa - organizmy transgeniczne lub wytwarzane przez nie substancje mogą stanowić także surowce do produkcji dodatków bądź składników żywności - za przykład niech posłuży nam lecytyna produkowana ze zmodyfikowanej soi; modyfikowane rośliny mogą być także wykorzystywane jako pasza (lub jej składnik) dla trzody chlewnej czy drobiu. Ogólnie szacuje się, że blisko 60% wszystkich przetworzonych artykułów spożywczych dostępnych w krajach UE może zawierać jakieś GMO. Wynika to z tego, że wytwarza się z nich bardzo wiele popularnych składników gotowej żywności, np. takich jak skrobia. Tak więc wbrew temu, co mogłoby się wydawać, dodatki z transgenicznych organizmów nieraz znajdują się na przykład w occie, lodach, piwie czy kiełbasie. Biorąc pod uwagę tak szerokie i coraz powszechniejsze używanie GMO w produkcji żywności, należy poważnie się zastanowić: jakie mogą być tego skutki dla naszego zdrowia, rolnictwa i środowiska naturalnego? Co transgeny mają nam do zaoferowania, a jakie wiążą się z nimi zagrożenia i kontrowersje? Zwolennicy GMO podkreślają, że ich wprowadzanie zmniejszy zużycie nawozów sztucznych i środków ochrony roślin, zwiększy zbiory i obniży koszty produkcji. Wg nich, inżynieria genetyczna umożliwi produkcję żywności o ulepszonym smaku i właściwościach odżywczych, a większa staranność, z jaką bada się żywność modyfikowaną przed wprowadzeniem jej na rynek będzie korzystna dla konsumentów. Istnieje wszakże bardzo wiele przesłanek, że wykorzystywanie organizmów modyfikowanych może być niebezpieczne, zarówno dla konsumentów, jak i środowiska. Przekonujące są na przykład argumenty Colina Tudge'a z London School of Economics. Zwraca on uwagę, że większość udomowionych roślin ma trujących przodków (przykładem są ziemniaki) lub krewnych (pomidory). Oznacza to, że mogą wciąż zawierać uśpione "geny toksyczności". Większość genów odpowiada za różne, nieraz niepowiązane ze sobą cechy; wiele genów wpływa na ekspresję innych genów. Dodanie nowego genu (zresztą robione "na ślepo", gdyż obecnie nie potrafimy precyzyjnie określić, gdzie dokładnie przyłączy się nowy, dodatkowy gen) może uaktywnić geny toksyczności. Da się to sprawdzić, ale nie w czasie jednego pokolenia. Geny bowiem na skutek rozmnażania pojawiają się w wielu różnych kombinacjach, w niektórych dając widoczne efekty, a w innych nie. Żeby zbadać ten (i inne) skutki wprowadzania GMO należałoby sprawdzić działanie dodanych genów w wielu układach, czego firmy nie zrobią. Dlaczego? Tudge każe nam odpowiedzieć sobie na pytanie: "Jak długo firma może czekać na zwrot swojej inwestycji?". Brak zainteresowania firm długotrwałymi badaniami przemawia raczej za odrzuceniem GMO. Liczne wątpliwości dotyczą też tego, czy wprowadzanie modyfikowanych upraw jest całkowicie bezpieczne dla sąsiadujących z nimi ekosystemów. Jedną z poważniejszych jest fakt, że rośliny wzbogacone o geny zwiększające liczbę wytwarzanych nasion lub dające odporność na szkodniki mogą być przekazywane spokrewnionym z nimi chwastom, w wyniku czego powstaną "superchwasty". Na przykład kukurydza może się krzyżować z innymi trawami, z których część jest uciążliwymi chwastami. Jeśli kukurydzę wzbogacimy o geny odporności na jakiś pestycyd, może to zaowocować powstaniem odporniejszych chwastów, konkurujących z roślinami uprawnymi o wodę i składniki odżywcze. Negatywnym skutkiem tego byłby wzrost zapotrzebowania na nowe, silniejsze środki ochrony roślin, co byłoby szkodliwe ze względu na zdrowie ludzi, jak i dobro przyrody. Rozmaitych potencjalnych zagrożeń związanych z uprawą i spożywaniem GMO jest bardzo wiele i brak tutaj miejsca na ich dalsze wymienianie[1]. Niemożność dokładnego określenia stopnia ekologicznego i medycznego zagrożenia przy posługiwaniu się obecnie dostępną wiedzą przemawia za wstrzymaniem uwalniania organizmów transgenicznych do środowiska i wykorzystywania ich przy produkcji żywności. Zwolennicy transgenicznej żywności twierdzą, że ponieważ obecne na rynku GMO okazały się (?) być nieszkodliwe dla zdrowia, to jest ona bezpieczna. Nie do końca jest to prawdą: na razie jedynym, ale niezwykle tragicznym i pouczającym dowodem na to, jak niebezpieczne może być stosowanie GMO jest przypadek żywności z dodanym tryptofanem, wyprodukowanym przez zmienione bakterie, co spowodowało śmierć prawie czterdziestu osób. Nie ma moim zdaniem podstaw do przyjęcia takiego założenia - ponieważ istnieje tak ogromna ilość genów, które mogą stać się przedmiotem manipulacji, dotychczasowe przykłady nie są reprezentatywne dla całego zakresu możliwości inżynierii genetycznej. Nie można też jednoznacznie stwierdzić, czy spożywanie zmodyfikowanej genetycznie żywności jest bezpieczne dla zdrowia - nikt tego nie wie, gdyż po prostu nie przeprowadzono długoterminowych badań. Stanowisko rządu Wielkiej Brytanii brzmi co prawda, że "nie ma dowodów na długoterminowe zagrożenia związane z żywnością modyfikowaną" - ale w kontekście braku odpowiednich badań nie brzmi to wcale optymistycznie, co daje pewne przesłanki do czasowego zakazania tworzenia i handlowania GMO i ich produktami na terenie Polski. Zresztą "nieszkodliwy" jest określeniem względnym. Należy pamiętać o DDT czy PCB - substancjach, które zostały uznane za bezpieczne, bo nie zbadano dokładnie ich długofalowego oddziaływania. Komentując stanowisko nowego komitetu ds. biotechnologii Państwowej Akademii Nauk USA, UCS (Union of Concerned Scientists) stwierdza, że fakt, iż nie dowiedziono przez tyle lat używania GMO w Stanach jej szkodliwego działania, nie jest naukowo wiarygodny. Żywność modyfikowana nie była oznaczana, więc nikt, kto ucierpiał z powodu jej spożywania o tym nie wiedział. Nie można badać ani udowodnić negatywnych skutków jedzenia zmienionej żywności, dopóki nie ma ona oznakowań. Reasumując: nie ma dobrych dowodów na to, że żywność transgeniczna jest rakotwórcza czy alergizująca, ale też jej bezpieczeństwo dla ludzkiego zdrowia nie jest w pełni dowiedzione. "Nie wiadomo, czy jest nieszkodliwa, więc trzeba ją wycofać" - powiedział znany polski dietetyk, prof. Światosław Ziemlański. Kolejne kontrowersyjne zagadnienie związane z inżynierią genetyczną to kwestia prawa patentowego. Przyzwolenie na patentowanie odkrytych genów i stworzonych organizmów pozwoli niewielkiej grupie przedsiębiorców przejąć kontrolę nad genetycznym dziedzictwem planety (naukowcy, którzy "odkrywają" geny mają możliwość nie tylko patentowania technologii manipulowania nimi, ale i samych genów). Nawiązując z kolei do optymistycznych prognoz dotyczących wpływu upowszechniania transgenicznych upraw na poziom zużycia chemicznych środków ochrony roślin: wprowadzanie zmodyfikowanej soi odpornej na środek o nazwie Roundup rzeczywiście spowodowało w 1997 r. wzrost zużycia tego herbicydu, ale łączna liczba herbicydów użytych na amerykańskich polach soi zmalała. Wg badań Ministerstwa Rolnictwa USA, w związku z wprowadzaniem GMO w 1998 roku nastąpił spadek łącznej ilości używanych pestycydów (wielkość tego spadku bardzo znacznie się waha w zależności od przyjętych wskaźników). Dane te można by potraktować optymistycznie - ale ten sam raport zwraca uwagę, że odpowiedź na pytanie o zmniejszenie lub zwiększenie niekorzystnego wpływu środków chemicznych na człowieka czy środowisko nie zależy tylko od tego "ile", ale i "jakich" środków użyto. Jeśli uprawy GMO będą chronione niewielką ilością, za to niezwykle mocnych środków chemicznych - co jest możliwe, bo gdy uprawy będą odporne na chemikalia, to rolnicy mogą zacząć stosować preparaty dosłownie niszczące każdy przejaw życia - to przechwałki szefów dużych koncernów, że nowe rośliny zmniejszą ich szkodliwy wpływ (bo zmniejszy się łączna waga użytych środków ochrony roślin), będą zwykłą próbą manipulowania opinią publiczną. Zresztą aby przekonać się, jak mało prawdopodobne jest, że modyfikacja roślin będzie prowadzona w kierunku spadku zużycia herbicydów, wystarczy przeczytać kilka etykietek. Giganci biotechnologiczni (Monsanto, DuPont, AgrEvo i inni), to jednocześnie potentaci na rynku środków ochrony roślin[2], tworzący odmiany odporne na swoje własne produkty, by sprzedawać ich jak najwięcej. Na mnóstwo krytyki napotykają argumenty o rzekomo zbawiennym wpływie, jaki GMO wywrą na światowy problem głodu. Kiedy brytyjscy naukowcy stwierdzili, że zwolennicy zabronienia produkcji GMO działają na szkodę głodujących Etiopczyków, głośno zaprotestował Tewolde Berhan Gebre Egziabher z Instytutu Zrównoważonego Rozwoju w Addis Abebie: "W Etiopii ciągle głodują ludzie, ale dlatego, że nie mają pieniędzy, a nie z powodu braku jedzenia do kupienia (...) Jesteśmy głęboko oburzeni nadużywaniem naszej biedy dla interesów Europejczyków". Niezwykle ciekawa jest argumentacja organizacji CornerHouse, która stanowczo nie zgadza się ze stwierdzeniem, że GMO "nakarmią świat". Oto kilka z nich: 1) obecnie transgeniczne rośliny służą głównie karmieniu zwierząt hodowlanych a nie ludzi; 2) inżynieria genetyczna jak dotychczas w większym stopniu jest nastawiona na ekonomiczne potrzeby przetwórców żywności niż pokarmowe biedniejszych konsumentów; 3) wprowadzanie owoców i warzyw dobrze znoszących przewóz w żaden sposób nie pomoże głodującym, a poprzez prawdopodobne zwiększenie zużycia energii i surowców (intensyfikacja transportu) może się przyczynić do pogorszenia sytuacji ludzi ubogich; 4) upowszechnianie transgenicznych odpowiedników roślin tropikalnych może odebrać możliwość zarobku wielu biednym ludziom z terenów wiejskich krajów rozwijających się (zmieniony rzepak może produkować substytut oleju kokosowego, którego produkcja jest bezpośrednim lub pośrednim źródłem utrzymania 30% Filipińczyków); 5) GMO zwiększą zadłużenie rolników (patentowanie roślin i ich sterylizacja uniemożliwi kontynuację odwiecznego zwyczaju oszczędzania części zbiorów na przyszłoroczne zasiewy - będą musieli kupować ziarno co roku); 6) wprowadzanie modyfikowanych roślin to promowanie nieefektywnego rolnictwa, co jest mocno związane z problemami takimi, jak erozja (małe farmy są często bardziej wydajne niż średnie czy duże - stwierdzono to choćby w Tajlandii); 7) mogą obniżyć się plony (rzeczywiście, dotychczas wprowadzone GMO nie charakteryzują się wyraźnie wyższymi plonami, a w kilku przypadkach są one znacznie niższe); 8) wg World Food Programme obecnie wytwarza się 1,5 razy więcej jedzenia niż potrzeba do zaspokojenia kalorycznych i dietetycznych potrzeb całej populacji ludzkiej. Głód nie wynika z wysokości plonów, ale z powszechnej biedy, której inżynieria genetyczna nie zlikwiduje. A co na to sami zainteresowani - przedstawiciele najuboższych państw? Kraje rozwijające się wcale nie popierają mającej im rzekomo pomóc zmodyfikowanej żywności - czemu dały wyraz m.in. podczas szczytu Światowej Organizacji Handlu (w Seattle, w grudniu 1999 r.). Także delegaci wszystkich krajów afrykańskich (oprócz RPA) na negocjacje z FAO w sprawie zasobów genowych roślin w oświadczeniu z lipca 1998 r. dali wyraz swoim zdecydowanym poglądom na GMO: "Stanowczo protestujemy przeciwko wykorzystywaniu przez wielkie międzynarodowe korporacje wizerunku biednych i głodujących mieszkańców naszych państw w celu wprowadzania technologii, która nie jest ani bezpieczna i przyjazna dla środowiska, ani korzystna dla nas (...) Nie wierzymy, że technologie genowe pomogą naszym rolnikom produkować jedzenie potrzebne w XXI wieku. Przeciwnie, uważamy, że zniszczą one różnorodność, lokalną wiedzę i zrównoważone systemy rolnicze, które nasi farmerzy rozwijali przez tysiąclecia, i że zachwieją one naszą zdolnością do wyżywienia się". Tak więc GMO nie pomogą drobnym rolnikom w biednych regionach świata (niektóre nowoczesne technologie modyfikowania organizmów, takie jak Terminator Technology, pozwalającej uzyskać rośliny, które mogą być sadzone tylko raz - więc co roku trzeba kupować nasiona - mogą wręcz zwiększyć światową biedę i głód). Tym bardziej, że skoro nie stać ich na nawozy, nie będą w stanie kupić drogich produktów inżynierii genetycznej. Chyba że z myślą o nich światowe instytucje finansowe przygotują wyjątkowo korzystne (jak zawsze) kredyty... Nie należy jednak zapominać, że do czasu powstrzymania eksplozji demograficznej i powszechnego stosowania zasad zrównoważonego rozwoju, problem głodu będzie jednym z najbardziej istotnych globalnych zagadnień. Ostrożne i odpowiedzialne szukanie sposobów na jego rozwiązanie, także przy użyciu nowoczesnej biologii molekularnej, jest na tyle istotne, że nierozsądnie byłoby całkowicie zrezygnować z badań nad możliwościami, jakie niesie ze sobą genetyczne ulepszanie roślin. Może by bardziej obiektywnie ocenić GMO, warto posłuchać przewodniczącego Fundacji Rockefellera, a zarazem eksperta w sprawach rolnictwa, Gordona Conwaya. Fundacja przedstawiła nową odmianę ryżu, zaprojektowaną w celu walki z głodem w krajach rozwijających się. Jak przekonuje Conway, niektóre niekomercyjne przedsięwzięcia mogą się nie udać z powodu zbyt emocjonalnego sprzeciwu wobec GMO, co "byłoby tragedią". Trzeba również zdawać sobie sprawę, że zakażenia wirusowe powodują nieraz nawet 90-procentowe obniżenie plonów. Podjęto wysiłki nad stworzeniem ryżu odpornego na rdzę bakteryjną, którego wprowadzenie mogłoby przynieść znaczące korzyści, biorąc pod uwagę fakt, że stanowi on podstawowe pożywienie dla co trzeciego mieszkańca Ziemi. Wielkim zmartwieniem krajów rozwijających się i międzynarodowych organizacji zajmujących się pomocą humanitarną jest brak tanich i nie wymagających ściśle określonych warunków termicznych szczepionek. Sprawia to, że genetyczne modyfikowanie żywności w celu nadania jej zdolności do produkcji substancji wywołujących ludzką odporność (np. uprawa bananów uodparniających na malarię) jest bardzo kuszącą perspektywą. Genetycznie zmodyfikowane rośliny mogą stać się dobroczyńcami ludzkości - na przykład pomagając zwalczyć przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu B, na które cierpi około 300 mln ludzi. GMO mogą również pomóc w rozwiązywaniu mniej groźnych, ale niezwykle nieprzyjemnych dolegliwości - modyfikowana marchew może chronić człowieka przed wrzodami żołądka. Kiedy już trochę zacząłem bronić GMO, niech będzie mi wolno zauważyć, że nie można też całkowicie wykluczyć hipotezy, iż wywoływanie paniki w związku z GMO ma na celu realizację czyichś interesów - tak jak w przypadku tzw. "problemu roku 2000" niektórzy podejrzewają firmy komputerowe chcące zwiększyć zapotrzebowanie na swoje usługi. Do radykalnych ocen należy podchodzić krytycznie i uwzględniać wszelkie możliwe ekonomiczne i ideologiczne czynniki, które mogły wpłynąć na obiektywność osoby formułującej daną opinię. Może bardziej sceptycznie spojrzymy na przeciwników GMO, gdy weźmiemy pod uwagę, że podsycanie obaw konsumentów leży w interesie wytwórców i przetwórców w UE, którym nie zależy na obniżeniu kosztów produkcji (bo mogłoby to zmniejszyć dotacje), za to zależy na walce z importem amerykańskiej żywności[3], w dużej części zmodyfikowanej. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a troska o konsumenta bywa nieraz zwykłą obłudą. Choć wprowadzanie GMO łączy się z wieloma zagrożeniami, nie można wpadać w panikę, bo nie przynosi to nigdy dobrych skutków - wręcz przeciwnie. Kiedyś snuto futurologiczne wizje na temat dramatycznych jakoby skutków wprowadzania kolei. Dzisiaj okazuje się, że może ona być jednym z głównych sprzymierzeńców człowieka w walce o zracjonalizowanie transportu. Nie twierdzę, że korzyści z wprowadzania GMO będziemy mogli docenić dopiero z perspektywy lat. Uważam jedynie, że organizmy modyfikowane mogą zarówno pozytywnie, jak i negatywnie wpłynąć na człowieka i środowisko. Aby można było sformułować jakieś konstruktywne wnioski i wyznaczyć kierunki działania w przyszłości należałoby wysłuchać argumentów zarówno zwolenników, jak i przeciwników GMO. Tymczasem przedstawiciele różnych grup - jak naukowcy, działacze ekologiczni, producenci żywności i konsumenci rzadko rozmawiają ze sobą, co często prowadzi do nieporozumień i wzajemnej niechęci. Dlatego niezbędna jest otwarta dyskusja i swobodny dostęp do informacji, aby mógł rozpocząć się społeczny dialog na ten temat. Rzetelne długoterminowe badania i dialog z dobrze poinformowanym społeczeństwem powinny zastąpić hurra-optymizm szefów wielkich koncernów i niepoważne nieraz wypowiedzi i działania skrajnych przeciwników GMO, ujmujące powagi zagrożeniu (vide niszczenie sadzonek). W przypadku, gdy ogólnodostępne korzyści zdecydowanie przeważają nad zagrożeniami, a nie dysponujemy alternatywnymi rozwiązaniami, poprzedzone starannymi badaniami wprowadzanie zmodyfikowanych organizmów może być dla człowieka korzystne. Tak oto doszliśmy do następnego punktu: by ocenić wprowadzanie GMO musimy zastanowić się nad problemem naukowej odpowiedzialności i nad tym, jaki konsumenci mają dostęp do informacji o modyfikowanej żywności. W 1974 r. najwybitniejsi genetycy i biochemicy amerykańscy w liście do czasopisma "Science" nawoływali do samoograniczenia w doświadczeniach z zakresu inżynierii genetycznej. W połowie 1976 roku ogłoszono w USA przepisy pracy bezpiecznej - po raz pierwszy naukowcy dobrowolnie wyznaczyli ograniczenia swoim badaniom. Daje to pewne nadzieje, że środowisko naukowe ma zamiar podejść do swojej pracy odpowiedzialnie. Co wcale nie oznacza, że należy mu bezgranicznie ufać; powinna istnieć społeczna kontrola nad wynikami badań, szczególnie nad tymi prowadzonymi przez nie posiadające skrupułów wielkie korporacje (co będzie bardzo trudno zrealizować). Należy zwrócić uwagę, że inżynieria genetyczna jest całkiem nową technologią, w bardzo wczesnej fazie rozwoju, ciągle potrzebnych jest wiele badań. Przez ostatnie 10-20 lat zmniejszyły się nakłady na badania uniwersyteckie i rządowe, za to badania korporacji lub przez nie opłacane rozkwitły - co powoduje ograniczenie wiedzy i kontroli społeczeństwa nad badaniami. Oczywistym jest, że skupiały się one na korzyściach, a nie zagrożeniach związanych z wprowadzaniem GMO. "Interesuje nas sprzedawanie jak największej ilości [zmienionej żywności]. Zapewnianie jej bezpieczeństwa to zadanie FDA [Food and Drug Administration - amerykański Urząd ds. Żywności i Leków]" - to stwierdzenie Phila Angella, jednego z szefów biotechnologicznego giganta, firmy Monsanto, powinno chyba przemówić do wyobraźni tych, którzy naiwnie wierzą w odpowiedzialność i uczciwość wielkich korporacji. Wyniki badań przeprowadzonych przez korporacje są nierzadko utajniane, a FDA często nie weryfikuje ich odpowiednio rygorystycznie. Nie dziwi więc powszechny brak zaufania dla GMO - nie można czegoś dobrze ocenić, a tym bardziej zaakceptować, jeśli nie ma się możliwości zdobycia odpowiednich informacji. Ważne jest, by ocena bezpieczeństwa bazowała na wynikach badań niezależnych, wyspecjalizowanych jednostek naukowych, a nie firm starających się o odpowiednie pozwolenia. Chociaż dokładne badania na modyfikowaniem organizmów, pod warunkiem zachowania dużej ostrożności, mogą zamiast kłopotów przynieść nam korzyści, to zawsze trzeba pamiętać o alternatywach - każdy cel można osiągnąć na wiele sposobów. Jak słusznie zauważył książę Karol, obecnie większość czasu poświęcamy na ustalanie, czy coś jest technicznie możliwe, następnie jedynie trochę próbując stwierdzić, czy w ogóle powinniśmy to zrobić. W wielu przypadkach wprowadzanie GMO nie jest racjonalne, gdyż te same cele można zrealizować taniej, szybciej i z pożytkiem dla większej ilości ludzi. Postaram się to w krótki sposób wykazać. Ocenia się, że najwyżej 10% ziemskich organizmów zostało przez naukowców w jakimś stopniu, najczęściej minimalnym, poznanych. Bardziej wnikliwe badania - np. etnobiologiczne - mogłyby dać dużo pewniejsze i bezpieczniejsze wyniki. Odkrywając nowe gatunki i nieznane właściwości znanych organizmów, znaleźlibyśmy nowe leki, źródła pożywienia czy geny przydatne w tradycyjnej hodowli. Mogłoby to mieć również wiele innych, niezwykle pozytywnych skutków, jak poznanie (a więc i docenienie) przyrodniczego i kulturowego zróżnicowania Ziemi oraz rozbudzenie świadomości szerokich mas o potrzebie ochrony wszelkich form życia - bo każdy element przyrody może nam kiedyś pomóc. Przeciw badaniom nad GMO przemawia też fakt, że w Ameryce Łacińskiej programy ochrony gleb i naturalnego nawożenia przyniosły kilkukrotny wzrost plonów w ciągu roku; okazuje się, że prawdopodobnie najlepszymi sposobami pomocy rolnikom z biednych krajów są właśnie tego typu programy, popularyzowanie wiedzy o zrównoważonym rolnictwie i tworzenie dogodnych systemów kredytowych. Warto również pamiętać, że w nowe tysiąclecie wkroczyliśmy z utratą ogromnej części różnorodności genetycznej, którą wykorzystywaliśmy w rolnictwie na początku zeszłego wieku (według FAO jest to nawet 95%!). Czy nie taniej i lepiej bronić istniejących układów genów, niż szukać nowych? Obecnie, kiedy bez państwowych dotacji rolnicy często nie są w stanie sprzedać żywności, której istnieje nadprodukcja, próby ciągłego zwiększania plonów są zbędne. Globalnym problemem jest dystrybucja, a nie produkcja pożywienia. Modyfikujący żywność nieraz obłudnie twierdzą, że ich produkty mają być rozwiązaniem problemów światowego rolnictwa. W rzeczywistości chodzi jedynie o kokietowanie zachodnich konsumentów coraz ładniejszymi i większymi owocami i warzywami oraz ciągłe zmniejszanie kosztów produkcji żywności. Stosowanie odpowiedniej diety jest znanym i bezpiecznym sposobem na dostarczanie organizmowi wszystkich niezbędnych składników - tak więc produkowanie ulepszonych pod względem zawartości poszczególnych substancji owoców i warzyw jest bezzasadne - bo powodowane jedynie naszym lenistwem. Równie zbędne jest zmienianie właściwości zapachowych i smakowych żywności - nie ma żadnych powodów, by niewyobrażalne kwoty w świecie, w którym na wszystko brakuje pieniędzy przeznaczać na przykład na ulepszanie i bez tego znakomicie pachnących i smakujących truskawek. Część roślin transgenicznych została "przeprogramowana" w kierunku wolnego dojrzewania, co zwiększa ich podatność na przechowywanie. Może to mieć groźny, choć na początku trudny do zauważenia skutek uboczny - zwiększy rozmiary absurdalnego transportu żywności w Europie. Ponieważ już teraz przewożenie produktów spożywczych na odległości wielu tysięcy kilometrów bywa całkiem opłacalne (również dlatego, że na przykład do przewozu mleka dopłaca UE), wprowadzenie nowych odmian może zaowocować nasileniem takich uciążliwych dla środowiska i ludzi praktyk. Najrozsądniejszym zatem rozwiązaniem wydaje mi się moratorium na uwalnianie GMO do środowiska oraz na wprowadzanie do sprzedaży powstałych na ich bazie produktów spożywczych, do czasu dokładnego zbadania ich wpływu na środowisko i zdrowie, oraz wprowadzenie zakazu importu genetycznie zmodyfikowanej żywności do czasu powstania sprawnych mechanizmów jej kontroli i znakowania. Zakaz importu bez naruszania międzynarodowych traktatów handlowych jest możliwy, gdyż Polska jest jednym z około 130 krajów, które podpisały Protokół Bezpieczeństwa Biologicznego, pozwalający na odmowę importu zmodyfikowanych produktów, jeśli odpowiednie władze uznają je za niebezpieczne dla konsumentów (co równie ważne, dokument ten zobowiązuje sygnatariuszy do segregacji roślin transgenicznych od roślin wolnych od genetycznych modyfikacji). Mam nadzieję, że władze podejmą odpowiednie kroki w celu uniknięcia zagrożeń dla ludzi i środowiska, a konsumenci nauczą się dbać i walczyć o swoje prawa. Uważam, że rozpoczęcie uprawy zmodyfikowanych roślin w naszym kraju byłoby dużym błędem ze strony czysto ekonomicznej, mamy bowiem niepowtarzalną okazję stania się jednym z liderów europejskiego rolnictwa ekologicznego, na którego produkty wzrasta zapotrzebowanie wśród konsumentów. Nasze pozorne zacofanie ma wiele dobrych stron: małe zużycie środków chemicznych, mała powierzchnia gospodarstw, duża liczba rolników i wiele zachowanych "prymitywnych" odmian roślin mogą być naszymi atutami w walce o zwiększenie konkurencyjności polskiego rolnictwa. W naszym kraju rośliny transgeniczne są na razie uprawiane jedynie na poletkach doświadczalnych w placówkach badawczych, więc mamy większe pole manewru niż na przykład Amerykanie - choćby dlatego, że nie istnieje u nas lobby producentów transgenicznej żywności. Wszelkie sprawy związane z GMO powstającymi poza Polską od niedawna określa osobna ustawa. Niestety, nasze prawo jedynie w teorii dobrze chroni konsumentów i środowisko przed organizmami modyfikowanymi za granicą, nie jest bowiem egzekwowane. Brak sprawnego systemu kontroli importowanych produktów żywnościowych i surowców do ich wytwarzania oraz odpowiedniego zaplecza laboratoryjnego sprawia, że służby celne czy PIH muszą polegać jedynie na uczciwości producentów. W takiej sytuacji ocena wprowadzania w Polsce żywności transgenicznej musi być zdecydowanie negatywna. Jedynie bardzo nieliczne produkty opatrzone są informacją, że zawierają GMO, choć prawo nakazuje je wyróżniać - na pewno w Polsce sprzedawanych jest ich więcej. Po prostu produkowana w niektórych krajach żywność transgeniczna nie musi być specjalnie oznaczana, jeśli nie różni się zasadniczo od zwykłych produktów, tak więc soja sprowadzana do Europy może być soją modyfikowaną, a wbrew panującym w Polsce (i UE) przepisom nie ma specjalnych oznaczeń - o jej właściwościach nie wiedzą nawet importerzy. Brak takich informacji jest niebezpieczny - oznaczanie żywności zmodyfikowanej jest niezbędne, choćby ze względu na dobro alergików - i odbiera konsumentom prawo świadomego wyboru. W Polsce brakuje ogólnodostępnej informacji o GMO znajdujących się na rynku (na przykład w paszy dla zwierząt), ponieważ nie monitoruje się ich obecności. W połączeniu z brakiem świadomości na temat zagrożeń z nimi związanych może to doprowadzić do zamiany naszego kraju w genetyczny śmietnik (tym bardziej, że w krajach Unii społeczeństwa raczej nie chcą kupować modyfikowanej żywności i pasz - a producenci muszą przecież coś z nimi zrobić). Ważne dla oceny skutków wprowadzania GMO jest również to, czy i w jaki sposób prawo określa odpowiedzialność firm za stan zdrowia konsumentów i za środowisko. Uregulowania na ten temat są w wielu krajach bardzo niedoskonałe. Cieszy jednak fakt, że problem zaczął być dostrzegany przez niektóre rządy; w Polsce kwestie związane z organizmami genetycznie zmodyfikowanymi reguluje obecnie ustawa z dnia 22 czerwca 2001 r. Choć jej zapisy bywają często krytykowane, zarówno przez przeciwników GMO, jak i naukowców (treść ustawy ich zdaniem może ograniczyć rozwój nowoczesnej biologii w naszym kraju), to dobrze, że jakaś ustawa wreszcie jest. Tym bardziej, że zawiera wiele dobrych moim zdaniem rozwiązań[4]. Oby tylko przestrzeganie jej najistotniejszych artykułów było skutecznie egzekwowane. Michał Sobczyk Przypisy: 1) Dużo więcej danych na ten temat zamieściłem w pracy, na podstawie której powstał ten artykuł, dostępnej na stronie http://www.raportgmo.prv.pl/ . Znajdują się tam również niektóre argumenty zwolenników GMO, a także pełen wykaz źródeł moich informacji. 2) Rolnicy, którzy kupują genetycznie zmodyfikowane ziarno, zawierają pewnego rodzaju umowę uzależniającą ich od korporacji międzynarodowych - producentów mutantów. Na przykład w przypadku Monsanto, rolnicy chcący uprawiać transgeniczną soję muszą najpierw zapłacić wysoką cenę za ziarno, następnie podpisują umowę, że będą używać herbicydu firmy Monsanto (Roundap) oraz że zgadzają się na dokonywanie przez przedstawicieli korporacji kontroli w gospodarstwie. Taka umowa daje korporacji możliwość manipulowania działaniami rolników, która w ten sposób eliminuje z rynku konkurencję. 3) Z drugiej strony jednak, jak pod koniec ubiegłego roku na podstawie wewnętrznych dokumentów władz USA i Argentyny ujawniła organizacja Friends of the Earth International, rządy te grożą sankcjami WTO krajom planującym wprowadzenie surowych przepisów dotyczących GMO. Sri Lanka i Chorwacja, planujące wprowadzenie zakazu GMO znalazły się pod ogromnym naciskiem, a Boliwia, która już wprowadziła taki zakaz została zmuszona do wycofania tej ustawy pod wpływem Argentyny i korporacji biotechnologicznych. Z dokumentów wynika, że za sprawą stoją producenci modyfikowanej soi z tego kraju, eksportujący ziarno o łącznej wartości pięciu miliardów dolarów. USA z kolei stara się skłonić Unię Europejską do wycofania się z jej dotychczasowej polityki, przeciwnej organizmom modyfikowanym. FoEI twierdzi, że WTO jest narzędziem w rękach Stanów Zjednoczonych i wielkich korporacji w ich zamiarze wymuszenia akceptacji GMO przez inne kraje. 4) Wprowadzono m. in. odpowiedzialność cywilną wobec osób odpowiedzialnych za szkody zdrowotne i środowiskowe (w tym drugim przypadku z roszczeniami mogą wystąpić Skarb Państwa, jednostka samorządowa lub organizacja ekologiczna), a osoby prowadzące badania nad GMO bez uprzedniego sporządzenia planu postępowania na wypadek awarii podlegają karze pozbawienia wolności (do lat 3).
16.12.2007. 02:58
-
Informacje:
-
Menu:
- Aktualności
- EU & GMO
- WiadoGMOści
- Uwolnienie GMO do środowiska w Polsce
- Projekt ustawy "Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych"
- Filmy
- Materiały informacyjne o GMO
- Ulotki
- Biblioteka - artykuły w języku polskim
- Bibliotheque - français
- Russia
- Espaňol
- Bibliothek - deutsch
- Library - english
- Ustawa o paszach
- Zdrowie człowieka
- Zdrowie Polaków
- Polska wieś a GMO
- Kukurydza
- Żywność a GMO
- Glyphosate
- Monitoring GMO
- Pszczoły a GMO
- Rolnictwo ekologiczne a GMO
- Uprawa NON-GMO soi w Polsce
- Wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich
- Pisma od Koalicji
- Pisma do Koalicji
- Wydarzenia
- GŁODÓWKA
- MORATORIUM NA GMO
- GAZETA KOALICJI
- LISTA CZŁONKÓW KOALICJI
- DOŁĄCZ DO NAS
- Archiwum informacji
- Stanowisko Koalicji
- Porozumienie
- Komisja Sterująca Koalicji
- Linki krajowe
- Linki zagraniczne
- Przepisy prawne
- Kontakt
- Mapa Strony